Z Rodziną „na dziko” :)

Ponieważ dawno się nie widzieliśmy z naszą karawaningową rodziną, postanowiliśmy skoczyć na „dzikuska” nad Zalew Sulejowski do Sołtysa w Treście. Wszyscy w ekipie jesteśmy fanami wyjazdów bez wygód kempingowych, za to blisko natury i stąd tak dobrze przygotowane budki.

img_9657

Wstępny plan był taki, że jedziemy do Ani i Kuby na działkę (100m od Zalewu), ale chętnych było tylu, że jedyne miejsce jakie by nas pomieściło, to właśnie pobliska plaża u Sołtysa.

Oprócz Gospodarzy wyjazdu czyli Krasowiaczków (z córkami i ich ekipą), byli z nami Grażynka z Mirkiem, Wiola z Krystianem i dziećmi, Aga z Rafałem (AutoVIP) z dziećmi, Żanetka z Michałem i Ania z Markiem i Szymonem. A takie zgrupowanie przyciągnęło nieobecnych, ponieważ w sobotę odwiedzili nas solówką Hymki (Aga z Tomkiem i dziećmi), a w niedzielę Rudnisie (Ania z Piotrkiem i chłopcami).

Jak widzicie staliśmy nad samym brzegiem, a to dlatego, że część z nas wozi ze sobą sprzęt pływający i tak mieliśmy tu do dyspozycji SUPy, kajak pompowany, a nawet ponton motorowy 😀

Ponieważ było z nami w ekipie mnóstwo najmłodszych, to Mirki przywiozły na pierwsze testy przenośny gazowy piec do pizzy (nabyty na Warsaw Caravaning Festival).

Chyba nigdy w życiu nie zjedliśmy tyle pizzy w jeden dzień, bo dzieci miały mnóstwo frajdy z produkcji kolejnych placków.

Na lądzie dzieci miały mnóstwo radochy z przejażdżek z Nikolą skuterem elektrycznym, a Wujek Rav jak zwykle udostępnił swoje zelektryfikowane pojazdy, których rodzinnie są fanami.

Ogólnie bardzo fajnie, że w ekipie mamy tylu najmłodszych, bo każdy znajdzie dla siebie towarzystwo i na bank się nie nudzi. Co ciekawe (jak już wiecie) Hubert od jesieni nie jest najmłodszy w ekipie, bo ma już młodszego braciszka Miłosza.

Dla Hubasia taki wyjazd to mnóstwo nowych przeżyć i zdobytych „odznak” za nowe umiejętności.

Niedziela przyniosła nam mega upał i palące słońce, więc nasz synek zaanektował Taty okulary, bo przecież wzrok trzeba chronić… i cyk znów kolejna odznaka…

Ale najbardziej podobała się nam jednak nasza miejscówka, bo spod markizy mieliśmy widok bezpośrednio na Zalew.

Niemniej jednak ta lokalizacja nie robiła aż takiego wrażenia w dzień, jak wieczorem – było BOSKO!

Jak już wspominaliśmy, w niedzielę dojechały Rudnisie, więc Hubaś nawet na chwilę nie chciał spędzać czasu z nikim innym niż ukochanymi Ciocią i Wujkiem.

Wszystko co dobre, szybko się kończy… tym bardziej dla nas za szybko, bo musieliśmy w niedzielę odwieźć przyczepę na Camp Kajakowo, gdzie czekali na nas organizatorzy XXVI Ogólnopolskiego Zlotu Fanklubu Niewiadówek.

Artur z Edzią i Malwiną oraz Tomek z Agnieszką i Amelią kolejny rok z rzędu wzięli na siebie ciężar organizacji tego wydarzenia, więc i my dołożyliśmy swoją cegiełkę. Nordyński (gdzie pracuje Adaś z Arturem) znów w pełni zaangażowany jako Partner Strategiczny, tym razem w powiększonym składzie bo dołączyli do nas Agnieszka z Tomkiem.

To właśnie był szybki zwiastun kolejnego wpisu, ale i tłumaczenia dlaczego powyższy post pojawia się tak późno. Po prostu byliśmy totalnie pochłonięci organizacją i samym wydarzeniem, pracując na 110%, ale o tym już w przyszłym tygodniu!

You May Also Like

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *