Jak już wspominaliśmy, pierwsze 2 tygodnie kwietnia spędziliśmy rodzinnie i stacjonarnie, ale że na połowę kwietnia zapowiadali kolejny ciepły weekend, to trzeba było coś zaplanować! Hubaś wsiąkł w karawaning całym sobą!

No i tu właśnie przypadki rządzą wyborami w karawaningu… Kasia z Pawłem (właściciele Campingu Łoś) wrzucają post na Fb, że odpalają restaurację w najbliższy weekend i cyk, plan stworzył się sam. Kilka wiadomości, 3 minuty zastanowienia i ekipa zmontowana! My + Aga, Edzia, Artur i Tomek (wraz z dziewczynkami), więc wyjazd zapowiada się wybornie!

Wjeżdzamy w piątek wieczorem (przypomnę, połowa kwietnia…) a tu naszym oczom ukazuje się camping zapełniony w 70%. Zdjęcia akurat z porannego spaceru z Pakusiem, więc uwierzcie, że do wieczora w sobotę dojechało kolejne 20%, a kolejka do knajpy sięgała daleko na parking!

O samym kempingu nie będziemy się tu rozpisywać, bo więcej informacji macie w poście Mikołajkowym (klik!), a tu skupimy się tylko na relacji z tego weekendu. Chcemy tylko dodać, że Camping Łoś, jest jest genialny o każdej porze roku, ale jak do tego dołączymy ich genialną kuchnię, to cała pełna lodówka wraca do domu, bo chciałoby się zjeść wszystko z tej celowo krótkiej karty!

Tu np. sobotni obiad.. wyśmienite ryby i to jeszcze jak podane! Oczywiście jak jesteśmy przy kulinariach, to nie można nie wspomnieć o naszym ulubionym przysmaku kempingowym – czyli śniadanku tostowym!

Cała nasza ekipa, przyjechała tu ze smakiem na porannego tosta, więc Adaś dzielnie od rana szykował wszystkim szamkę! No i żadne godziny szykowania i grzania nie zniweczą przyjemności i uśmiechów degustatorów – a to najważniejsze!

Żeby nie było, że tylko my jesteśmy takimi żarłokami, to wieść o otwarciu kempingowej restauracji ściągnęła kolejnych naszych przyjaciół – Manuelę i Pawła z CaliforniaShop.pl! Wraz ze swoją ekipą mieli jechać gdzie indziej, ale ten sam post na tablicy Łosia, zwabił ich podobnie jak nas! No i po raz pierwszy mogliśmy obczaić ich nowe daily – nowiusiego Merca Marco Polo, który dołączył do floty we współpracy z MB.

W ten weekend spotkaliśmy też bardzo wielu innych znajomych, zupełnym przypadkiem wpadły do nas Strusie, Adaś spotkał swoich starych znajomych z czasów zlotów cabrio, przyjechali również spotkani jesienią „pod Brzozami” Adasia Klienci od Max’a, prawie cały weekend (z krótkimi przerwami) spędziły z nami Wronki…

Z tych ostatnich Hubert był najbardziej zadowolony, bo Wujkowie przyjechali z Zuzią – a raczej w tym przypadku, Zuzia nie dała rodzicom wyboru, bo jak tylko dowiedziała się że jesteśmy w okolicy, to już sama leciała się ubierać. Niemniej jednak, nawet jak Zuzi nie było, to nasz synek nie próżnował, tylko dzielnie towarzyszył starszym koleżankom (Malwince i Zosi) w kempingowych zabawach.

Niedziela przywitała nas iście letnią aurą, więc prawie cały dzień spędziliśmy nad zalewem Sulejowskim!

Oczywiście, skoro już byliśmy nad wodą, to Ania z Hubasiem musieli chociaż nóżki zamoczyć, bo przecież Dziadek Leszek takiej okazji by nie odpuścił! Zatem możemy uznać, że pierwsza symboliczna kąpiel tego sezonu letniego jest zaliczona!

Znów po takim weekendzie nie chciało się wyjeżdżać do domu, więc z kempingu wyjeżdżaliśmy jako jedni z ostatnich. Ale jedno jest pewne, postaramy się tu jeszcze wrócić w tym sezonie, bo uwielbiamy to miejsce!

Tym weekendem rozpoczęliśmy wspólny miesiąc wyjazdów prywatno-zawodowych, a relacje z nich będą pojawiały się w kolejnych wpisach! STAY TUNED!
