Team’owy wypad do Kajakowa

Tak jak już zapowiadaliśmy w ostatnim wpisie, 2 tygodnie po Zlocie FKN, Team Nordyński zaliczył pierwszy wspólny wypad weekendowy, gdy nie byliśmy wspólnie w pracy. Lokalizacja mogła być tylko jedna – Camp Kajakowo, bo bardzo chcieliśmy poznać to miejsce na spokojnie.

Oczywiście składy były w pełni Rodzinne – Aga z Tomkiem i Zosią, Artur z Edzią i Malwiną oraz oczywiście my z Hubasiem i Pakusiem. Do składu Edzi i Artura dołączyła eNka – młodziutka kotka, którą zaadoptowali na wyjeździe 🙂

Pogoda nam dopisała niesamowicie, więc oprócz markiz i daszków rozłożyliśmy sobie jeszcze namiot Outwell Summer Lounge XL (w komplecie ze ścianami), który normalnie używamy jako część ekspozycji, a tu pozwolił nam schronić się całą ekipą przed palącym słońcem. Bardzo lubimy akcesoria karawaningowe Outwell’a, których Nordyński jest dealerem. Samo pole jak nie ma zlotu wydaje się przeogromne, ale co ciekawe znamienita większość gości mieszkała w namiotach (przyczepy i kampery oprócz naszych można było policzyć na palcach). W tle na zdjęciach widać też dużą wiatę, z której goście kempingu mogą korzystać, a obok niej jest miejsce na bezpieczne ognisko.

Na sobotnie śniadanie zaserwowaliśmy Ekipie nasze ulubione kempingowe tosty, które wszyscy bardzo lubimy. Choć robienie ich dla takiego składu nie należy do najszybszych śniadań 😛

Po pożywnym śniadaniu 2/3 ekipy skorzystało z wypadu na kajaki. Aga i Artur z rodzinami wybrali sobie jedną z wielu długości/trudności tras opracowanych przez Właścicieli Kajakowa – Karolinę i Arka. Pracownik kempingu zawiózł ich busem z kajakami w górę rzeki, a koniec tej trasy był tuż pod kempingiem, bo z rzeki spływa się bezpośrednio przez zbiornik Jankowice.

Co prawda Aga i Tomek przywieźli swój prywatny dmuchany kajak, ale pływają nim jedynie po zamkniętych bezpiecznych akwenach, czysto rekreacyjnie – tym razem również poszedł na wodę, ale dopiero po zakończeniu spływu. W trakcie gdy nasza ekipa podziwiała nadwarciańskie krajobrazy z poziomy kajaków, my odwiedziliśmy SKLEP Karoliny (obok recepcji), w którym znajdziecie ogromny asortyment wszystkiego co związane z turystyką wodną, a doradztwo jest na najwyższym poziomie.

My posłuchaliśmy dobrych rad i wybraliśmy kamizelkę dla Hubasia, aby w wodzie był zawsze bezpieczny. Oczywiście cel był jeden – test bezpośredni i pierwsza kąpiel naszego synka w otwartym akwenie. Na szczęście nasz mały zdobywca fantastycznie zaadaptował się do nowych okoliczności i nawet nie za bardzo chciał wyjść z wody. Wielkość akwenu spowodowała, że przy tylu słonecznych dniach, woda była bardzo ciepła.

Ale jak już wyszedł to piaszczysta plaża była kolejną fajną atrakcją 🙂 O tyle fajnie, że dosłownie za płotem kempingu jest zbiornik wodny, tuż za wyjściem jest bar Wiosełko (również należący do właścicieli kempingu) i dalej bardzo duża plaża i to całkiem fajnie utrzymana. Wygodna dla gości kempingu jest też lokalizacja sanitariatów w drugiej części pola (tam gdzie nie było zlotu). Kontenery sanitarne są tuż przed wyjściem na plażę, więc od razu po kąpieli w Jankowicach, lub po zejściu z plaży, można się od razu odświeżyć.

I cyk, kolejne rodzinne foto do albumu 🙂 a tak serio, to widzicie w tle wygrodzony płytki obszar zbiornika gdzie małe dzieci mogą się bezpiecznie kąpać. Niesamowicie ważna rzecz, szczególnie że plaża jest publiczna więc dużo lokalsów po prostu przyjeżdża tu na kilkugodzinny odpoczynek.

Jak już widzieliście wcześniej, przez cały weekend towarzyszyła nam mobilna bania, którą podobnie jak saunę można sobie na doby wynająć od kempingu. Całym naszym składem potrzebowaliśmy relaksu, więc korzystaliśmy z niej i w dzień i w nocy. I tu znów pomysłowość Właścicieli ułatwiała nam życie, bo na zewnątrz głównego budynku sanitarnego (zawierającego oprócz toalet i prysznicy ogólnodostępną i fajnie wyposażoną kuchnię) znajdują się zewnętrzne prysznice, więc przed czy po wyjściu z balii można się było szybko opłukać.

Wyjazd miał charakter bardzo prywatny, więc więcej zdjęć już wrzucać nie będziemy. Nas Rodziców najbardziej cieszyło, że Dziewczynki złapały świetny kontakt, a dodatkowo też wspaniale obie pomagały nam w opiece nad Hubasiem. Nasz synek był najszczęśliwszy, gdy Malwinka i Zosia zabierały go na spacery.

Weekend udał nam się niesamowicie i zgodnie wszyscy stwierdziliśmy, że szybko trzeba będzie taki wyjazd powtórzyć – brzuchy od śmiechu bolały nas jeszcze kilka dni 🙂 Bardzo cieszy, że łączą nas nie tylko zawodowe relacje, ale również takie fajne prywatne – potwierdza się, że pasja łączy ludzi! Zgrana z nas paczka! Dziękujemy Wam Kochani!

Tymczasem po powrocie „nie wyłączamy lodówki”, bo kolejne 2 weekendy również spędzamy w naszym mobilnym domu! O tym w kolejnym wpisie!

You May Also Like

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *