Otóż tak, może jesteśmy troszkę świrnięci (a może nawet nie troszkę), ale postanowiliśmy zacząć zabierać Hubasia na wyjazdy karawaningowe jak tylko najszybciej będzie to możliwe. W określeniu „godziny 0” pomogli nam bardzo Hancysie (Iwonko, Marcinku pozdrawiamy serdecznie), ponieważ jeszcze w zeszłym roku dostaliśmy zaproszenie na ich Ślub i Karawaningowo-Majówkowe Wedding Party 🙂 oj było gruu…, spokojnie i kulturalnie – „po naszemu”, ale dajcie zacząć od początku.

Skoro już wiedzieliśmy, że nie możemy zawieść Młodych, postanowiliśmy bardzo skrupulatnie podejść do przygotowań. Wyznaczyliśmy sobie nawet plan na chrzest bojowy w trakcie Festival Caravaningu W Energylandii, ale tam niestety pogoda pokrzyżowała nam plany. Pozdrawiamy serdecznie Ojców Ogranizatorów (Krzysia, Wojtka, Grzesia i Piotrka), w zeszłym roku było genialnie, więc skoro nie w tym to w 2025 na pewno dołączymy 🙂

Ale „nadejszła” wiekopomna chwila – 30.04… dzień pierwszego oficjalnego startu Hubasia w karawaning… Zestresowani rodzice, multum niepotrzebnych rzeczy do spakowania, N-Cross MAX i Passat z boxem pękają w szwach… a no właśnie zmieniliśmy skład zestawu, bo od kwietnia mamy nowego MAXa, jeszcze bardziej wypasionego 🙂 a do tego, w kontekście gabarytowego wózka z gondolą, na stałe na dachu Passata wylądował BOX Thule Motion XT L, który daje nam dodatkowe 450l bagażnika.

Zatem tak potwierdzamy, jeszcze we wtorek 30 kwietnia udało nam się dojechać szczęśliwie i bez przygód na punkt zborny przed całym ślubnym zamieszaniem, czyli do domku Pszczółek, gdzie już czekali na nas razem z Chudziczkami (Żanetko, Aniu, Michałku i Mareczku pozdrawiamy), a 1 maja wieczorem dojechali do nas jeszcze Kamila z Marcinem i skład był już pełen.

Oczywiście nie bylibyśmy sobą, gdybyśmy Młodym czegoś nie wymyślili, więc za namową Marcina uruchomiliśmy wiosła, ponieważ Marcin ułożył dla Młodych piosenkę w prezencie od całej rodziny karawaningowej, którą zagraliśmy i odśpiewaliśmy premierowo na weselu.

I oczywiście skoro pierwszy wyjazd Hubasia, to dostał od Cioć i Wujków masę prezentów, bo cała ekipa już nie mogła się doczekać kiedy pozna tego małego Szkraba. Nie mógł się też doczekać Szymon, syn Ani i Marka, kiedy w końcu pozna upragnionego Brata 😉

W dniu Ślubu Iwonka z Marcinem zupełnie zapomnieli, że to ich dzień i poświęcili Hubertowi najwięcej uwagi ze wszystkich gości.

Okazało się, ze nasz syn jest dzieckiem karawaningowo-imprezowym, bo na weselu (gdzie miał swoje miejsce przy stole) tylko zmieniał opiekunów, do tego stopnia, że Rodzice nawet kilka utworów zaliczyli na parkiecie.

Powyżej Hubaś został uchwycony w słuchawkach, które miał na sobie tylko przez pierwsze kilka minut wesela, ponieważ zbyt mocno odcinały go od otoczenia i nie słyszał muzyki, którą tak bardzo lubi. Zdjęcie w towarzystwie ukochanych Ciotek Ani i Żanetki,
Niżej Hubaś i Aneczka z Pszczółkami (warto dodać, że oboje byli świadkami na Ślubie), którzy też dzielnie pomagali w opiece nad naszym synkiem.


Powyżej Ciocia Kamila, która również ogromnie nam pomagała! Ale żeby nie było, że tylko zdjęcia do albumu to jakiegoś selfiaczka też nam się udało strzelić 😛

Wesele zakończyło się nad ranem 3 maja, a już popołudniem całą zgrają przenieślimy się do Młodych pod dom, aby świętować ich szczęście przez kolejne 3 dni.

Oczywiście, żadnych zdjęć imprezowych z wesela czy poprawin tu nie uświadczycie, bo „co się stało w Vegas, zostaje w Vegas”! Ale Młodzi imprezownię we własnym ogródku przygotowali prawilną – mamy nadzieję, że kiedyś im trawa odrośnie 😛

Ale jedno jest pewne – Hubasiowi tak się spodobało, że zaczął spać nam jak suseł i tak mu pozostało do dziś!

A jak się potoczyły kolejne tygodnie i czy zdecydowaliśmy się z Hubertem jeździć dalej dowiecie się z kolejnych wpisów!
