Upalny wrześniowy weekend

W połowie grudnia zeszłego roku Ania wpadła na pomysł, żeby zrealizować swoje marzenie o pełnoprawnym koncercie SANAH i kupiła bilety na 19 października br. dla nas i dla Rudnisiów na Stadion Narodowy. Tak, już wtedy zaplanowaliśmy pierwszy wyjazd z domu bez Hubasia! Na szczęście prognozy na ten weekend były iście letnie, nawet można się pokusić o stwierdzenie, że najlepsze w tym roku…

Niestety dojazd z Łodzi do Warszawy autostradą to istna katorga w piątkowe popołudnie, więc z pewnym zapasem czasowym ruszyliśmy z naszymi przyjaciółmi w stronę Stolicy. Niestety w miarę przejeżdżanych kilometrów czas dojazdu mocno nam się wydłużał, zatem nastąpiła zmiana planów. Podjechaliśmy bez korków na WolaPark i stamtąd metrem, aż pod sam narodowy!

Dzięki tej zmianie udało nam się dotrzeć na miejsce na 5min przed rozpoczęciem koncertu. Towarzystwo wyborne, pogoda świetna, genialni artyści na scenie, czego potrzeba więcej do szczęścia? 😀

To był na prawdę udany wieczór! Wydarzenie było przygotowane na najwyższym poziomie i warte każdej złotówki żeby w nim uczestniczyć!

Prosto po koncercie wracaliśmy do domku, bo po paru godzinach drzemki musieliśmy zdążyć z Hubasiem do fryzjera. Nasz synek nie za bardzo lubi ten moment i odwiedziny u Cioci Gosi, więc lepszego zdjęcia niż poniższe nie mamy.

Po fryzjerze wróciliśmy spakować się do auta, pojechaliśmy po przyczepę i pomknęliśmy odwiedzić Ani ekipę z pracy w trakcie dorocznego wyjazdu na grzyby, który jak zwykle organizował Brat Ani – Dawid.

Zatem późnym popołudniem zameldowaliśmy się w Nadwarciańskim Grodzie w Załęczu Wielkim. Miejsce dla kamperów i przyczep jest tam wydzielone, ale bez żadnych udogodnień, więc za symboliczne 60 PLN staliśmy praktycznie „na dzikuska”.

Oczywiście od chwili przyjazdu, do Huberta przyszli Paulinka i Kubuś wraz z Dorotką i Dawidem i porwali nam naszego Szkraba na spacer, dzięki czemu mieliśmy chwilę, żeby szybciutko się rozłożyć.

Ponieważ to pierwsze odwiedziny Huberta w Załęczu to Adaś zabrał go na obejście całego ośrodka, a Tata może tu robić za przewodnika, bo prawie się tu wychował 🙂

Teren jest obszerny, więc spacer był całkiem długi. Jak na firmowe/koleżeńskie wyjazdy to na prawdę fajna destynacja!

Wpis kończymy tym pozytywnym zdjęciem Hubasia, bo to niestety pomimo wspaniałej pogody nie mieliśmy wielu powodów do radości. Po kolacji Hubaś zaczął nam gorączkować, a zaraz później wysoka temperatura dopadła Anię. Noc była nieprzespana, rano szybki powrót do domu, a od poniedziałku oboje wylądowali na zwolnieniu.

Na szczęście już jest lepiej, bo przecież za kilka dni ruszamy na Caravans Salon 2025!

Do zobaczenia!

You May Also Like

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *