Otwieramy Camposferę w Kielcach

Pierwszy tegoroczny wyjazd z przyczepą był prywatno-zawodowy 😛 To wszystko dlatego, że Nasi Przyjaciele odpalają serwis karawaningowy w Kielcach!

Camposfera to rozszerzenie wieloletniej działalności Agi i Marcina w zakresie profesjonalnego serwisu pojazdów w Kielcach – Autosfera! Tam chociażby Adaś serwisował Biedronkę, czy nasze Saab’y…

Marcin z Adasiem poświęcili całą jesień i zimę na przygotowania do wiosennego odpalenia nowego punktu na karawaningowej mapie Polski, wiele razy w szkoleniach brał udział też Artur… pracy był ogrom, ale warto było, bo efekty są super! My to już wiemy, bo razem z Edzią i Arturem pojechaliśmy w połowie marca „skontrolować” stan przygotowań!

Weekend był zaplanowany podobnie, jak jesienne Dni Otwarte w Nordyńskim, więc zaparkowaliśmy pod warsztatem, żeby nie było daleko do schronienia, przed marcowymi nocnymi przymrozkami.

Realiami technicznymi nie będziemy Was zanudzać 🙂 Trafiliśmy na pierwszy mega ciepły weekend w tym roku, więc przede wszystkim chcieliśmy skorzystać z uroków okolicy!

Cudowną sobotę spędziliśmy „pod” Św. Katarzyną, bo Arturki były ze Stefanem, a my z Pakusiem, więc na wejście dalej niż do źródełka nie było szans, za to nadrobiliśmy dłuuugim przystankiem w niedalekiej lodziarni.

Hubaś był przeszczęśliwy, bo miał do dyspozycji ogromny piaszczysty plac zabaw, gdzie wszystkie zabawki musiały zostać przetestowane, zgodnie z przeznaczeniem 😛

Oczywiście, nie obyło się bez niesamowitej dawki śmiechu i żartów, jak chociażby tu, gdzie Aga znalazła w końcu swój awatar 😛

Po powrocie „na warsztat” zabawom nie było końca… każdy kamień musiał zmienić miejsce, a każdy chwast musiał zostać dokładnie podlany z nowych sikawek.

Wujkowie też zadbali o inne atrakcje dla najmłodszych, ale oczywiście w „surowym” stylu. Słodziaki miały ochotę na malowanki, więc agrowłóknina stała się prawie nieograniczonym płótnem dla naszych najmłodszych artystów!

Wracając z sobotniej wycieczki, znaleźliśmy po drodze wspaniałą smażalnię ryb, więc plan na niedzielny obiad urodził się sam. Niestety nie pomyśleliśmy, że przy popularności takich miejsc, na jedzonko trzeba będzie dłużej poczekać, stąd powrót do domku odbył się dość późno…

Nie odbyło się zatem bez przystanków regeneracyjnych, ale w takim towarzystwie to więcej niż przyjemność!

A jeśli w trakcie lektury nasunęło się Wam pytanie, czemu pierwszy wyjazd tak późno, to przypominamy, że Hubaś tydzień wcześniej kończył 2 latka! A dla nas Rodzina jest jeszcze ważniejsza niż pasja karawaningowa (choć często ją łączymy). Mamy przewidzianą nagrodę dla tej osoby, która rozpozna „wujka lampę” 😛

A już w kolejnych wpisach dowiecie się gdzie nas zagoniło na następne wyjazdy, a tempo narzuciliśmy całkiem niezłe 😛

You May Also Like

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *