Święto Niepodległości „Pod Brzozami”

Na długi listopadowy weekend wybraliśmy miejsce, do którego mieliśmy wybrać się już dawno, baardzo dawno…

Tak, w końcu dojechaliśmy na Camping Pod Brzozami 😀 Dlaczego nigdy wcześniej nie zawitaliśmy do tak znanego kurortu bałtyckiego jak Ustronie Morskie? Przede wszystkim odległość w połączeniu z jakością dróg dojazdowych – 460km naszym zestawem po tej trasie i z Hubasiem na pokładzie to 7-8h podróży, na weekend najzwyczajniej odpada.

Druga sprawa, to właśnie cały ten czas od poczęcia naszego synka stał pod znakiem bardzo racjonalnych wyborów, stąd „długie weekendy” w sezonie były zajęte inaczej, a poza sezonem po prostu nie wyjeżdżaliśmy. Kuba, jeszcze raz przepraszamy, ale ten czas u Ciebie sprawił, że z przyjemnością wrócimy! Ale od początku…

Jak widzicie z powyższego filmu, w piątek 7 listopada, ruszyliśmy w kierunku pomorza zachodniego. Już wiecie, że weekend spędziliśmy z Moniką, Rafałem i Julkiem z RZS Adventures, ale gdy my dojeżdżaliśmy do Torunia, to na miejscu zaczynali się rozkładać Wronki (Julcia z Adasiem i Zuzią).

Niestety nam do celu zabrakło sił na godzinę jazdy, więc nockę spędziliśmy na MOPie przy nowej S11. Rano wstaliśmy i ruszyliśmy do celu, tak żeby śniadanko zjeść już „Pod Brzozami„. Z pomocą wspaniałej załogi kempingu szybciutko znaleźliśmy swoją parcelę, a Wronki pomogły nam szybciutko się rozstawić.

Pogoda udała nam się wyśmienicie, więc ruszyliśmy na spacer po miasteczku, korzystając z ostatnich promieni słońca w tym roku. Uwierzcie, że było tak ciepło w słońcu, że spacerowaliśmy później w samych bluzach! Warto też zauważyć, że był to kolejny wspólny weekend Zuzi i Huberta, a ich znajomość rozkwita z dnia na dzień.

Za namową Kuby (właściciela kempingu) spacer zakończyliśmy w restauracji hotelu Skal. Wszysycy mieliśmy ochotę na pyszną rybkę, a ponoć tu miała być petarda. No i rzeczywiście, jedzonko pierwsza klasa, choć poziom obsługi niweczył jakiekolwiek pozytywne doznania kulinarne. Aż strach pomyśleć co tu się dzieje w sezonie…

Wieczorem dojechali RZS’y i mogliśmy zacząć wspólne biesiadowanie. Jak widzicie ponownie rozłożyliśmy przedsionek pod markizą, abyśmy całą ekipą mieli komfortowe miejsce na wspólne spędzenie czasu czy spożywanie posiłków.

Niech Was nie zmyli ten kadr z niecodzienną suszarką do brody. Rafał zadbał o ogrzewanie naszego przedsionka prosto z webasto z ich VWeja, bo mają wyprowadzony wylot pod podłogę, który umożliwił nam skuteczne ogrzewanie bez bezsensownego zużywania prądu kempingowego.

A dlaczego „brzozy” to genialny wybór nie tylko na długi weekend? Bo to jedyny tak „zlotowy” kemping w PL. Na cały sezon macie kalendarz spotkań, gdzie dzieje się coś więcej niż bardzo bogata oferta kempingu w standardzie. Prezes (Kuba) naprawdę dba o to, żeby każdy tu znalazł coś fajnego dla siebie – od najmłodszych po najstarszych. Tym bardziej nas cieszy, że tak rozchwytywana persona znalazła dla nas trochę więcej czasu i był wieczorami naszym gościem.

Oczywiście nie odbyło się bez aspektów zawodowych Adasia. Ledwo przed wyjazdem dostaliśmy przesyłkę z Yolco, bo na magazyn wjechały tak wyczekiwane kostkarki 12V. Zatem niedziela minęła nam mocno filmowo, przecież promocja nowego produktu sama się nie zrobi. Ale żeby nie było, że tylko tak oficjalnie, to panowie skręcili też coś „z jajem” – z pozdrowieniami dla Piotra z C4M 😉

Poniedziałek spędziliśmy na całodziennej wycieczce do Kołobrzegu. Pogoda nie zachęcała do aktywności na świeżym powietrzu, ale ponieważ w karawaningu nie ma złej pogody, a tylko istnieje zły ubiór, to naszej ekipy warunki nie odstraszyły.

Po całkiem długim spacerku, wylądowaliśmy w porcie, a jak port to i nabraliśmy ochotę na kolejną porcję rybki bałtyckiej. Niestety o tej porze roku to nawet w takim mieście czynna jest jedna na 5 knajp dostępnych w sezonie, więc znalezienie miejsca praktycznie graniczyło z cudem. Ale udało się, a że brzuszki pełne to i nasze uśmiechy poprawiały pogodę.

Po powrocie kemping, który zdążył już lekko opustoszeć, przywitał nas wspaniałą wieczorną atmosferą ciszy i spokoju. Nie wszyscy, w przeciwieństwie do nas, mieli tak dłuuugi weekend.

Niewiele myśląc, znów złapaliśmy sprzęt foto-video i zabraliśmy się do uwieczniania wspomnień. Tak właśnie powstał filmik promocyjny, który zobaczyliście na początku tego wpisu (klik!), trochę materiałów dla Adasia (czyli jego produktów z Agachem), ale przede wszystkim niespodzianka dla Ani i Adasia…

Wspaniały prezent, totalnie nieoczekiwany – sesja zdjęciowa, za którą serdecznie dziękujemy! Zdjęć jest dużo więcej, ale na publikację dalszej części przyjdzie jeszcze czas. To też moment na podkreślenie roli Julka, który na czas sesji zajął się Hubasiem.

Ale, jak pamiętacie, znajomość obu panów rozpoczęła się na Pol’and’Rock. Podobnie jak wtedy, tak i w ten weekend Julek spędził mnóstwo czasu z naszym synkiem, a dla nas widzieć takie szczęście Hubasia to niesamowita przyjemność! Dzięki Julek, nawet nie wiesz ile to dla nas znaczy!

Przed wtorkowym wyjazdem mieliśmy jeszcze mnóstwo składania i czyszczenia, po tak długim postoju, ale wzajemną pomocą ogarnęliśmy się szybciej niż można było przypuszczać. RZS’y ruszyli do domku, a my z Wronkami poszliśmy jeszcze na finalny spacer. Pożegnanie morza na ten rok – obowiązkowo, ale musieliśmy zaliczyć jeszcze małą zachciankę – GOFRY, które wszyscy uwielbiamy.

I tak dobrnęliśmy do szczęśliwego końca. To był wspaniały długi weekend. Polska złota jesień, w rodzinnej atmosferze, na jednym z najlepszych kempingów w tym kraju. Każdemu polecamy wyjazd na camping „Pod Brzozami”, macie tu wszystko, a nawet więcej niż potrzeba. A co jeśli nie spytacie? To na pewno Prezes z Załogą zadbają, żebyście jednak byli ukontentowani! Z resztą to miejsce zostało dwukrotnie nagrodzone (2024 i 2025) jako najlepszy kemping w PL według użytkowników portalu camping.info – to mówi samo za siebie!

Sezonu jednak jeszcze nie kończymy, przed nami zaplanowane jeszcze 2 weekendy, które również Wam tutaj zrelacjonujemy!

You May Also Like

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *