Urlop 2025 – jedziemy w Bieszczady!

Niedzielny powrót z Pol’and’Rock’u był dla nas mega długi i mega męczący, bo pomimo tego, że ruszyliśmy o 9:45 to i tak do A1 jechaliśmy aż 5h 🙁 Dalej do Łodzi poszło gładko, ale przez konieczność ogarnięcia zestawu i siebie po Festiwalu, a następnie przepakowania wszystkiego na HubTrip2025, noc i przedpołudnie nie należały do gamy „wypoczynkowych”.

Zestaw udało nam się spakować wzorowo, ważąc przed wyjazdem wszelkie „naciski”, a dzięki temu prowadzenie było przyjemnością! Mimo praktycznie 2 dni w podróży ( z Czaplinka do Wetliny jest ~900km), już w poniedziałkowy wieczór byliśmy w Bieszczadach, a wtorkowe śniadanie w górskim słoneczku (tosty obowiązkowe!) sprawiło, że zapomnieliśmy o trudach podróży.

Kilka godzin później, byliśmy gotowi do urlopowania całą Rodziną, bo jak widzicie cały wypad w Bieszczady spędzaliśmy również z ukochanymi Dziadkami Hubasia. Zestaw markizy i ścian od Dometic (model RevoZip) sprawdził się po raz kolejny genialnie, a drugie rozłożenie poszło nadzwyczaj szybko!

W Bieszczady wróciliśmy dokładnie po 5 latach, bo tu Ania z Adasiem spędzili swój pierwszy wspólny urlop! A żeby nawiązań było więcej to podobnie jak w zeszłym roku (link!), nasz wspólny wyjazd otrzymał miano drugiej edycji Rodzinnego HubTrip’u! A jeśli tak, to oczywiście okolicznościowe przypinki również musiały się pojawić!

Baza noclegowa naszego urlopu też nie była dziełem przypadku, a efektem bardzo skrupulatnych poszukiwań. Nauczeni doświadczeniem z zeszłorocznego wyjazdu, szukaliśmy miejsca gdzie my będziemy mieli miejsce na nasz zestaw, a Dziadkowie wygodne pokoje. To ogólnie nie jest proste, tym bardziej w Bieszczadach, gdzie baza campingowo-noclegowa jest ogólnie mówiąc „mało zadowalająca”.

Pierwszym (i jak się okazało jedynym) miejscem, które wyraziło chęć przyjęcia naszej wycieczki był Zajazd pod Połoniną. Oczywiście wstępna selekcja miejsc była wykonana pod kątem warunków bytowych dla naszych Rodziców, więc też kilka miejsc w okolicy celowo ominęliśmy z zapytaniem 🙂 Dwa okienka, które widzicie nad Hubasiem, to były właśnie pokoje Dziadków. My za to staliśmy na tyłach tego budynku.

A skoro urlop, to atrakcji musieliśmy sobie dostarczyć! Na pierwszy ogień wystartowaliśmy w podróż Bieszczadzką Kolejką Leśną, bo przedpołudnie mieliśmy deszczowe. Dobrym humorem i pozytywnym nastawieniem udało się rozgonić chmury i dalsza część urlopu była już przepiękna! Na powrocie odwiedziliśmy bardzo znaną Siekierezadę w Cisnej, ale z dawnego uroku tego miejsca już mało co pozostało.

Później już była „górska” część, a jak Bieszczady to punktem obowiązkowym były Połoniny. Rozgrzewkowo wyruszyliśmy w prawie pełnym składzie (bo Dziadek Krzystof wraz z Pakusiem zostali jako „support dolinowy”) na Połoninę Caryńską, czerwonym szlakiem z Ustrzyk, aż do Brzegów. W nagrodę po udanej eskapadzie odwiedziliśmy na kolację Ranczo Wetlina i tu kolejna polecajka, bo może nie wygląda, a kuchnia (a w szczególności pizza z pieca) jest genialna!

Dotleniliśmy się niesamowicie, więc kolejny dzień zaplanowaliśmy wypoczynkowo nad Soliną. Zawsze mieliśmy okazję oglądać ten krajobraz z poziomu zapory lub wody, to tym razem skorzystaliśmy z usług Polskich Kolei Linowych! Przy tak wspaniałej pogodzie dech zapiera!

Dalej zrobiliśmy sobie spacerek właśnie nad jezioro (żeby Hubaś zaliczył kąpiel w Solinie) i zaporą wróciliśmy do aut. Do Polańczyka zajechaliśmy na obiad, ale niestety nie starczyło już nam czasu na więcej 🙁

Dzień wypoczynkowy minął szybko, a już od kolejnego poranka Hubaś ciągnął nas w góry. Tym razem naszą trójkę uzupełnił jedynie Tata Ani i wyruszyliśmy „z buta” na Połoninę Wetlińską. Podejście z Wetliny szło nam na tyle dobrze, że po wyjściu na przełęcz skoczyliśmy jeszcze na Smerek, a później już prosto do nowej Chatki Puchatka.

O tym miejscu nie napiszemy niestety nic dobrego. Ta część Adasia ukochanych gór stała się już tak komercyjna (wyremontowany szlak szerokości autostrady, schronisko przypominające restaurację w alpejskich kurortach, itp), że ciężko się zorientować, że to jeszcze Bieszczady 🙁 szkoda, przynajmniej w sypialni na fototapecie mamy widok na „starą” Chatkę Puchatka i takie wspomnienia zostaną nam w głowach! Dalej ruszyliśmy w dół przez Camping PTTK i po przeszło 22km w nogach byliśmy znów pod naszą przyczepą!

Niedzielny upał (ponad 30′ w cieniu) spędziliśmy rodzinnie pod przyczepą oddając się wielu fantastycznym rozrywkom. A najważniejszym jej punktem była kąpiel w pobliskim strumieniu! Nasz maluch był zachwycony taką ilością nowych przeżyć!

Na ostatnią z górskich tras wybraliśmy taką, gdzie nawet Adaś nigdy nie był, a będzie na tyle prosta, że Tata Adasia (po zabiegu) da sobie radę i dodatkowo będziemy tam mogli wejść z Pakusiem (bo ogólnie do Bieszczadzkiego Parku Narodowego psy mają zakaz wstępu). Bereżki -> Koliba Studencka Politechniki Warszawskiej – to nasze odkrycie tego wyjazdu.

Bardzo fajny, dość prosty szlak i wcale nie taki długi. Idziemy głównie wspaniałym lasem, nie wśród nieokrzesanych krzaczorów, a na koniec w schronisku czujemy się jak w domu i to nie tylko przez krajobraz, czy klimat miejsca, ale również przez przepyszną domową kuchnię! Na pewno wrócimy! Fajnie się złożyło, że właśnie na ten dzień ubraliśmy dedykowane na ten wyjazd koszulki – będą nam się świetnie kojarzyć!

Warto też wspomnieć, że na to podejście Ania przejęła rolę tragarza dla Hubasia. Do tej pory Adaś nie mógł się nachwalić nosidła jakie dla niego kupiliśmy! Każdemu, kto chce wygodnie chodzić z dzieckiem na plecach polecamy Thule model Sappling! Dziękujemy też Michałowi z Mama i Ja za tak genialną polecajkę i ogarnięcie całego kompletu (z plecakiem i osłoną przeciwdeszczową) na niesamowitych warunkach! Gdyby ktoś szukał akcesoriów dla swoich pociech to polecamy sklep, a jeszcze bardziej tego Doradcę!

Dla nas najlepszym dowodem na jakość tego nosidła jest smacznie chrapiący Hubaś, bez względu na temperaturę, wiatr, czy długość marszu w różnych warunkach. Ponadto fajnie, że w ułamku sekundy możemy dopasować nosidło rozmiarem z Adasia na Anię i odwrotnie, bo dzięki temu obojgu nam jest wygodnie!

Ostatni wieczór w Bieszczadach spędziliśmy świętując imieniny Taty Ani w kultowym dla tego regionu miejscu – Baza ludzi z mgły! Może nie jest to „wykwintna” restauracja, ale temu miejscu klimatu odmówić nie można! Jedno z miejsc, które w Bieszczadach odwiedzić trzeba!

Z Wetliny wyruszyliśmy w środę od rana, aby wieczorem zameldować się u zaprzyjaźnionej Rodzinki w Bochni (pozdrawiamy Was wszystkich Kochani), na pępkowym Michalinki urodzonej 30 lipca br. 😀 Wróciliśmy tu po dwuletniej przerwie, a czuliśmy się tak fantastycznie, jakbyśmy byli tu tydzień temu!

Pogoda dopisywała, więc nasze Słodziaki miały mnóstwo sposobności na wspólne spędzanie czasu na świeżym powietrzu! Fajnie, że tak dobrze czują się w swoim towarzystwie! Z resztą mamy wrażenie, że Hubaś przez te 2 dni bardzo „wydoroślał” 😛 Oprócz naszej znajomości prywatnie, Kacper zawodowo również zajmuje się kawaraningiem (MasterCamp) – prowadzą wypożyczalnię przyczep i kamperów, serwis karawaningowy, a już niedługo otwierają CamperPark, który testowaliśmy jako prapremierę 🙂

Podobnie jak w ubiegłym roku, powrót z HubTrip’u nie mógł się zakończyć nigdzie indziej jak na PosadaCamp, czyli u naszych ukochanych Rudnisiów, za którymi tęskniliśmy przeogromnie cały urlop! Tym razem bez noclegu i jedynie szybka kawka, ale tradycja musi zostać zachowana!

Pewnie zastanawia Was co nas podkusiło, żeby kończyć urlop przed długim weekendem, który zapowiadał się upalny (chyba pierwszy w tym roku 😛 ). Otóż obowiązki rodzinne, a dokładnie obchody 50-tki naszej Szwagierki Dorotki (jeszcze raz najlepszego Kochana!) zaplanowane były na sobotę 16 sierpnia – stąd taka odmiana. No i chyba na dobre nam wyszło, bo jak słuchaliśmy co się dzieje na drogach całego kraju w niedzielę, to byliśmy szczęśliwi, że już jesteśmy bezpiecznie w domku.

Ogólnie od wyjazdu na Pol’and’Rock przejechaliśmy ~2000km, a niby nigdzie daleko nie byliśmy 😛 Kochamy podróżować po Polsce, więc przeczytacie tu jeszcze niejedną relację właśnie z takich naszych krótszych i dłuższych wypadów.

Tymczasem nie zapominajcie o śledzeniu naszej strony, bo już niedługo opiszemy tu Wam nasze kolejne podróże „małe i duże”!

You May Also Like

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *