Intensywny okres „workation” zakończony, więc zaczynamy Was raczyć naszymi mega „chillowymi” relacjami z naszych wypadów weekendowych!
Na pierwszy ogień wybraliśmy się na weekend objazdowy. Pierwszą z destynacji było Pole Biwakowe Sadówka i Muzeum Karawaningu im. Tadeusza Sakowskiego w Sadówce, gdzie nie było nas bardzo dawno. Dla nas to był po prostu wyjazd w odwiedziny do Nalepków (Agi, Michała i Stasia)

Wstyd się przyznać, ale przez tak małą odległość po prostu najtrudniej się spotkać. Niemniej jednak od pierwszej chwili znów czuliśmy ten klimat. Sadówka… sielsko i anielsko, bez gwaru ludzi, zlotu, dyskoteki w stodole, po prostu Nalepki i my.

Muzeum rośnie w siłę, eksponatów przybywa, ale jednak nadal trzon ekspozycji to nasza ukochana Niewiadówka!

Tu po prostu człowiek odpoczywa! Stąd też pewnie takie zainteresowanie gości zza granicy, bo szalenie mało jest tak sielskich miejsc na postój karawaningowy.

Magia Sadówki rozpoczyna się po zmroku i to jest niezmienne. A dla nas też był to magiczny wieczór, bo rozmowom do rana nie było końca.

Poranek zaczął nam się baaardzo leniwie… tylko Adaś i Pako urzędowali od rana…

Przed południem tej upalnej soboty ruszyliśmy dalej, wprost na podłódzką działkę Agi i Tomka (jeszcze raz dziękujemy, za tak wspaniałą gościnę!), którą na tym wyjeździe ochrzciliśmy dumnie brzmiącą nazwą Prażbados!

Nam udało się zajechać chwilkę wcześniej, za moment dołączyli Edzia z Arturem i Malwinką. 2 kostkarki Yolco lewo dawały radę zasilić nas w lód w to upalne popołudnie. Niemniej jednak lodówki Yolco też mają funkcję zamrażarki, więc jakoś dawaliśmy radę 😉

Jak zwykle w tym składzie, śmiechu było sporo, ale sielanka skończyła się szybko… Całą sobotę Ania czuła się niewyraźnie, ale zrzucała to niedospanie po nocnych ploteczkach z Agą Nalepkową. Niestety niedzielny poranek zweryfikował ten stan… Anulka była totalnie rozłożona, cieszyliśmy się tylko, że Hubaś czuje się ok. Niestety po drzemce nasz młody adept karawaningu wstał z 40′ gorączki i tyle było z tej sielanki.
Wybaczcie brak zdjęć, ale cóż, czasami człowiek pamięta o wszystkim tylko nie o SM, więc musicie uwierzyć, że pomimo powrotu do domowego szpitala, weekend zaliczamy do mega udanych.
A w kolejnym wpisie nasze nowe odkrycie, również niedaleko Łodzi.
