Ski Trip 2026

Tak tak wiemy… pierwszy wpis z tego roku przed końcem maja… no cóż, ostatnio u nas dzieje się baaardzo dużo, więc warto śledzić kolejne relacje, bo teraz będą regularnie i często – musimy nadrobić 😉

Mamy nadzieję, że już definitywnie pożegnaliśmy tę długą, śnieżną i mroźną zimę, stąd dziś wracamy wspomnieniami do naszego upragnionego wypadu na narty! Jak pamiętacie, w zeszłym roku (z racji zdrowotnych i pogodowych) wyjazd do Włoch nam totalnie nie wypalił, więc teraz daliśmy sobie drugą szansę.

W pierwszej połowie lutego tego roku ziścił się najmroczniejszy sen karawaningowca – spakuj się do solówki, całą rodziną, ze sprzętem, a Twoja ukochana przyczepa, zostaje w domu. Tak tak, po tylu latach niesamowicie ciężko jest się przestawić, mimo tego, że jeździmy sporym kombi, a przestrzeń ładunkową powiększa nam niezawodny box Thule Motion XT L (dodatkowe 450l przestrzeni, do standardowych 650l w bagażniku).

Ale gdy po nocy jazdy (z krótką drzemką) widzisz rano taki widok, to człowiek zapomina o wszystkim i delektuje się chwilą! A ta była zacna, bo wyjazd był zorganizowany przez Dawida (chrzestnego Huberta), a Naszą zgrają zajęliśmy prawie cały hotel! Celem wyprawy był jeden z najwspanialszych narciarsko regionów Włoch – Dolina Słońca!

Nocleg mieliśmy mega zacny, bo w jednym z najwyżej położonych hoteli Folgarida, z bezpośrednim wyjściem na nartostradę – HOTEL dal BRACCONIERE*** (w linku macie też operatora naszego wyjazdu, którego szczerze polecamy). Drugi balkon po prawej od głównej fasady na pierwszym piętrze był nasz, a z niego codziennie mieliśmy taki widok:

Wybór miejsca noclegu i głównego ośrodka był nieprzypadkowy, bo założeniem na ten wypad było przede wszystkim rozpoczęcie narciarskiej przygody Hubasia, czyli spełnienie jednego z marzeń Adasia. Na szczęście wszystkie okoliczności, zdrowie, siły i pogoda tym razem dopisały nam w 101% 🙂

Narciarsko ośrodek Folgarida-Marilleva słynie z genialnej infrastruktury dla uczących się dzieci, więc jeśli przeszkadzają Wam na stoku słodziaki, szkółki i ogólnopanujący harmider minionkowy, to polecamy jednak poznać pozostałe ośrodki z Doliny Słońca. Nam ten wybór pasował znakomicie, tym bardziej, że po wykupieniu pełnego karnetu Super SkiRama mieliśmy dostęp do ponad 380-438 km tras obsługiwanych przez jeden skipass. Obejmuje on 8 głównych ośrodków: Madonna di Campiglio, Pinzolo, Folgarida-Marilleva, Pejo, Ponte di Legno-Tonale, Paganella, Monte Bondone oraz Folgaria-Lavarone!

Nasz słodziak odnalazł się w tym klimacie znakomicie, od tego wyjazdu „SZU-SZU” to ulubiona rozrywka zimowa! Jako dumni rodzice spędzaliśmy z nim na przeróżnych atrakcjach tyle czasu ile tylko miał ochotę! A po pierwszym zjeździe Taty z Synkiem, Adasiowi poleciała niejedna łza szczęścia!

Oczywiście, zimowe szaleństwo to nie tylko zabawy na śniegu, ale też godziny w barach i restauracjach przy stokach, gdzie nasz mały agent musiał zwiedzić każdy kąt i posmakować pełnej karty frykasów. Co prawda królem przerw były FRYTY, ale jak to na urlopie, nie odmawialiśmy sobie słodkich i „innych” przyjemności 😉

Ania – od lat zakochana w górskim krajobrazie – stwierdziła, że nawet nart nie musi zakładać do pełni szczęścia, wystarczą widoki. Ale w momencie tego stwierdzenia, nie była jeszcze na Passo Grosste, ale o tym później.

Aby nie tylko Hubaś skorzystał z wyjazdu, wygospodarowaliśmy też po jednym dniu „wolnym” dla Mamy i Taty, gdy to drugie przejmowało całodzienną opiekę nad naszym synkiem. Tu powyżej macie „lanserskie” zdjęcie chłopaków z wycieczki na sanki, gdy Mama szusowała ze znajomymi 🙂

Włochy to nie tylko wspaniałe warunki narciarskie, ale też genialna kuchnia. Tu należy podkreślić wyśmienite wyżywienie w naszym hotelu, które było bardzo zróżnicowane i oprócz tradycyjnie kojarzonych smaków, serwowali nam również wyśmienite lokalne dania. Hubaś był wniebowzięty i co lepsze, pomimo tego, że był najmłodszym członkiem naszej grupy (a dzieci było z nami kilkanaścioro) to on jako jedyny ani razu nie grymasił na to co właśnie wjechało na stół do zszamania!

Szalenie też doceniamy, jak wspaniałą pogodę trafiliśmy! To klucz do udanego wyjazdu z takim szkrabem. Na dole codziennie na plusie, na górze lekki mrozik i dosłownie jeden dzień pochmurny, ale bez dużych opadów – petarda! Przypomnijmy, że był to czas Igrzysk Olimpijskich, więc relacje sprzed naszego przyjazdu i „imporcie” śniegu oraz informacje o przekładanych terminach konkurencji z powodu nadmiernych opadów śniegu były na porządku dziennym.

Narty w Dolomitach to również nieodłączny rytuał Après-ski! Przy tak zacnej ekipie to były wyjątkowe chwile. Na zdjęciu jeden z wieczorów pod naszym hotelem, gdzie właściciele codziennie zapewniali gościom przeróżne wieczorne atrakcje dla dzieci i „starszych” dzieci – jak my ;-P

Ostatni dzień narciarski, a zarazem najlepszy dzień pogodowo, spędziliśmy w Madonnie na Passo Groste, gdzie Ania prawie oszalała ze szczęścia. Tu też po raz pierwszy na tym wyjeździe zamówiliśmy pizzę, żeby nie wyjechać z Włoch bez tego smaku ;-P Jak już zjeżdżaliśmy gondolą po całym dniu Ania stwierdziła, że mogłaby tylko jeździć w kółko góra-dół, bo widoki rzeczywiście zapierały dech w piersiach!

Na fali narciarskiego entuzjazmu Hubasia, tydzień po powrocie postanowiliśmy wybrać się z Rudnisiami na Górę Kamieńsk, aby aktywnie spędzić wspólnie sobotę. Zderzenie z polskim pagórkiem tuż po powrocie z Dolomitów było percepcyjnie potężne, ale jak zawsze powtarzamy – nie ważne gdzie, ważne z kim! Zatem było wspaniale, rodzinnie i jak zwykle mega śmiesznie!

Ale i tak Hubert najbardziej zapamiętał ukochanego Wujka Piotrka, który dzielnie spełniał wszystkie narciarskie (i nie tylko) zachcianki naszego Synka.

To tyle z narciarskich podbojów tej zimy. Wracamy do naszej wspaniałej przyczepki, która zimą też dostała kilka udogodnień i rozpoczynamy kolejny rok karawaningu! Ale o tym już w kolejnych wpisach.

You May Also Like

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *